spódnica/skirt - oasap (exact here) || swetar/sweater - h&m (similar here and here) || kamizelka/vest - choies (similar here) || blotki/boots - bershka (similar here) || bransoletki/bracelets - h&m (similar here)
Kiedyś moje podejście do ubrań było inne, nową rzecz kupowało się raz kiedyś i często głównym powodem była potrzeba i zmieniająca się pora roku. Moja szafa nie była przepełniona ciuchami, o których połowie zwykle nawet nie pamiętam. Jak miałam coś, co mi się podobało, to nosiłam to aż do znudzenia, albo zniszczenia. Mieszkając w mniejszym miasteczku nie miałam dostępu do tych wszystkich sieciówek, do których obecnie zaglądam. Kilka sklepów na krzyż, wyprawa do Wrocławia na zakupy co kilka miesięcy. Na tej podstawie i z kilku informacji, jakie można było znaleźć w internecie, budowałam moje wyobrażenie na temat aktualnych trendów i mody.
Po przyjechaniu do Wrocławia już na stałe, zachłysnęłam się dostępnością ogromnej ilości ubrań. Pod ręką co chwilę pojawiające się nowe kolekcje, nowe modne wzory, kroje i kolory. Wszystko dookoła krzyczące wręcz, że trzeba to mieć. Kiedy zaspokoi się już pragnienie i kupi bluzkę w najmodniejszym stylu, to nim zdąży się nią nacieszyć, pojawia się coś nowego, nowy trend i znowu potrzeba zostaje rozbudzona. W sumie to całkiem ciekawie pomyślany mechanizm. Kiedyś kiedy moda nie zmieniała się tak szybko, można było z czasem zaopatrzyć się w rzeczy, które nam się spodobały. Teraz co trzy miesiące trzeba wymieniać całą garderobę i to, co jeszcze pół roku temu było absolutnym must have, staje się czymś, czego trzeba się jak najszybciej pozbyć, żeby nikt nie powiedział, że jesteśmy so last season.
Nie wiem czy wy też tak macie, ale mnie większość nowych trendów szybko przypada do gustu. Ale czy to już znaczy, że ślepo podążam za modą? Według mnie nie, bo ta część nowości, która mnie się nie podoba, sprawia że nie jestem fashion victim. Nie założę też czegoś, w czym bym się źle czuła, lub źle wyglądała, nawet jeśli na wieszaku, albo na kimś bardzo to mnie się podobało. Choć, często w takich przypadkach próbuję się przymierzać do niektórych rzeczy i starać się ugryźć je na swój sposób i dopasować je do mojej osoby.
Powoli zbliżając się do końca mojego długiego wywodu, muszę jeszcze powiedzieć, że nie podoba mi się wpadanie w skrajności, ani noszenie czegoś tylko dlatego, że ktoś powiedział, że to w tym sezonie jest na topie, ani postawa, że jeśli coś, co mnie się podoba, nagle stanie się modne, to się tego pozbywam, bo nie chcę wyglądać jak inni. Kolejny raz wygrywa złoty środek. Trzeba nosić to, co nam się podoba, nie zważając na to, czy to jest modne, czy nie. Trendy są atrakcyjne i przede wszystkim są dla ludzi. A jeśli zdarzy się, że jednego sezonu chcemy wykupić zawartość całego sklepów, bo to, co proponują bardzo nam przypadło do gustu, to nie ma co się przejmować opinią obcych ludzi. To my mamy się dobrze się czuć z naszym wyglądem. Ubieranie się zgodnie z trendami to nie zbrodnia, ale osobisty wybór każdego. I nawet jeśli ktoś wygląda jak manekin z sieciówki, to krzywdy nikomu tym nie robi.
Ja więc już dawno przestałam przejmować się tym co ludzie powiedzą i z tego powodu nie zakładać czegoś, co bym chciała. Są w życiu ciekawsze rzeczy do robienia.
Lubie trendy, gonie za tymi, które podbiją moje serce, do niektórych się przymierzam, bo czasem chcę spróbować nowych rzeczy. Ich zmienność sprawia, że nigdy nie jest nudno i zawsze można liczyć na to, że przy nowej kolekcji coś nas znowu zachwyci.
